Tobie i w worku dobrze…

Lato , lato i po lecie. Już tęsknie za ciepłymi, sierpniowy wieczorami pod rozgwieżdżonym niebem mojej rodzinnej miejscowości. Gdzie niezmiennie od lat, wielki wóz wisi nad domem na wprost ławeczki. Gdzie zapach żniw przywołuje najmilsze wspomnienia, a papierówka robaczywka smakuje lepiej, niż gdziekolwiek na świecie.

 

Wiejska ze mnie dziewczyna i  dumna jestem z tego przeogromnie. Całe szczęście miłość i przywiązanie do wiejskich klimatów z powodzeniem udało mi się zaszczepić w mężu i dzieciach – mieszczuchach z krwi i kości :). Ze słoikami czy bez, powroty do Warszawy są zawsze ciężkie. Nieplanowany pobyt w rodzinnym domu , przeniósł mnie w czasie i pozwolił odkryć na nowo radość z bycia z dala od miejskiego szumu.

Nawiązując do tytułu… tak, często to słyszę : „nawet jakbyś worek na siebie założyła, to będziesz dobrze wyglądać”. Wzięłam sobie to w końcu do serca i uszyłam lekko podrasowany worek. Delikatny batyst w soczystym kolorze świetnie się nadawał na letnią sukienkę. Ponieważ miało być łatwo i szybko, skroiłam dwa trapezy oraz falbankę , wyprofilowałam dekolt i zszyłam,  pomijając zamki i zaszewki. Sukienka jest wydłużona z tyłu, ma wiązane troczki i imitację plisy na guziki. Szyło się bajecznie szybko i przyjemnie, a jeszcze milej hasało w niej po łąkach i polach w towarzystwie małych Kiełbasek.

Cudownie było pokazać im swój tajemny azyl na tej ziemi. Czuję, że z przyjemnością będą przyjeżdżać na wieś, trenować odziedziczone po mamie umiejętności zbierania truskawek.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz